NOWY SĄCZ
PIŁKA · KIBICE · OPINIE

Z Kilińskiego

Niezależnie o Sandecji.

NIEZALEŻNY SERWIS KIBICOWSKI

O Sandecji tak, jak rozmawia się o niej po meczu.

Tu powstaje Z Kilińskiego

Strona dopiero nabiera kształtu, ale nie chcemy czekać z pierwszym tekstem. Na początek kilka słów po wczorajszym meczu Sandecji ze Śląskiem II. Czytaj poniżej. Reszta pojawi się wkrótce.

Wynik jest. Przekonania jeszcze nie ma

Padło sześć bramek, a po meczu i tak dało się słyszeć, że wszystkie powinny paść po jednej stronie. Trudno się z tym nie zgodzić.

Zdjęcie: tutaj wpisz autora / źródło fotografii

Sandecja wygrała ze Śląskiem II Wrocław 4:2. Cztery gole, trzy punkty, kilka naprawdę dobrych akcji i momentami sporo jakości, na papierze wygląda to dobrze. Problem w tym, że sama gra nie zostawiła po sobie takiego spokoju, jakiego można by oczekiwać po meczu ze znacznie słabszym rywalem.

Bo jeśli ta drużyna rzeczywiście chce walczyć o bezpośredni awans, to właśnie takie spotkania powinna kontrolować, i to nie przez kwadrans czy fragmentami, tylko przez większość meczu. W niedzielę tego zabrakło.

Trzy punkty nie rozwiązują wszystkiego

Sandecja miała momenty, w których potrafiła przyspieszyć, wymienić kilka podań, wejść pod bramkę kombinacyjnie, i właśnie takich akcji chciałoby się oglądać więcej. Problem w tym, że między nimi zbyt często pojawiał się chaos: cofanie piłki, strata, akcja zakończona złą decyzją. Nie zawsze chodzi o sam strzał. Czasem sytuacja kończy się wcześniej, bo ktoś próbuje minąć jeszcze jednego zawodnika, choć partner wychodzi na wolne pole. Czasem ostatnie podanie jest spóźnione o ułamek sekundy. Czasem zamiast pociągnąć akcję do przodu, piłka po prostu wraca do obrony.

Statystyki też nie pokazują dominacji: 55 procent posiadania piłki, 11 strzałów Sandecji przy 7 Śląska, 5 celnych przy 4 rywala. Przy wyniku 4:0 można było pomyśleć, że na boisku jest tylko jedna drużyna. Nie było.

I chyba właśnie tu tkwi największy znak zapytania. Sandecja wciąż nie wygląda jak zespół, który potrafi wejść na boisko ze słabszym przeciwnikiem i po prostu zabrać mu mecz. Narzucić tempo, zamknąć go na jego połowie, wygrać środek pola, odebrać chęć do gry. W środku wciąż czegoś brakuje: są dobre fragmenty, ale za mało regularności, za mało poczucia, że to Sandecja decyduje, kiedy mecz przyspiesza, kiedy zwalnia i gdzie będzie grana piłka.

Co było dobre, a co nadal nie przekonuje?

Rafał Smalec widział to podobnie. Po meczu mówił o braku kontroli, chaosie, niewymuszonych stratach i zbyt małym utrzymaniu się przy piłce. Przy 4:0 oczekiwał spokojniejszej gry i zamknięcia spotkania. Nie zamknęli, zrobiło się 4:1, chwilę później 4:2. Pierwsza bramka po błędzie, którego na tym poziomie zwyczajnie być nie powinno. Druga w momencie, gdy mecz dawno powinien być rozstrzygnięty.

Sam trener przyznał później, że mogło być pięć, mogło być sześć. Dokładnie takie odczucie zostało też na trybunach. I nie chodzi nawet o zachłanność. Przy 4:0 można nie strzelić piątej ani szóstej bramki, ale trzeba umieć powiedzieć rywalowi „koniec, dziś nic więcej nie dostaniecie". Sandecja tego jeszcze nie potrafi.

Są oczywiście rzeczy, które trzeba docenić. Brenkus kolejny raz pokazał, że jest jednym z liderów tej drużyny, potrafi pociągnąć akcję, wejść w pole karne, zdobywać bramki. Ma jakość, której tej drużynie potrzeba, choć wciąż zdarza mu się przekombinować albo wybrać trudniejsze rozwiązanie tam, gdzie prostsze byłoby lepsze. Ogorzały był aktywny, często przy piłce, dawał drużynie dużo. Dobry mecz, choć chyba właśnie takiego powinniśmy od niego oczekiwać na co dzień. Płocica znowu strzelił, więc na brak klasycznej dziewiątki trudno narzekać; dopóki daje liczby, ten temat można odłożyć na bok. Bardziej martwi to, że środek pola wciąż nie błyszczy tak, jak powinien w drużynie z ambicjami awansowymi.

A Kieliś? Za mało. Przy oczekiwaniach, jakie były wobec jego transferu, powinien być znacznie bardziej widoczny. Nie chodzi o to, żeby co tydzień strzelał dwie bramki, chodzi o to, żeby było widać, że to zawodnik, który robi różnicę.

Co dalej?

I właśnie dlatego po 4:2 zostaje pewien niedosyt. Nie dlatego, że ktoś marudzi po zwycięstwie, i nie dlatego, że cztery gole to mało, tylko dlatego, że ta drużyna ma mieć większe ambicje niż wygrywanie ze słabszymi rywalami. Bezpośredni awans jest do zrobienia, tabela tego nie wyklucza, kadra też nie daje powodów, by ten cel uznawać za przesadzony. Ale na razie trudno powiedzieć, że Sandecja wygląda jak drużyna, która już wie, jak ten awans zrealizować.

Za tydzień będzie znacznie trudniej. GKS Tychy pokaże więcej niż Śląsk II, a wygrana byłaby pierwszym naprawdę mocnym sygnałem, że Sandecja zaczyna łapać właściwy kierunek. Remis zostawi część pytań otwartych, zwłaszcza jeśli gra znów będzie dobra tylko momentami. Porażka sprawi, że tych pytań zrobi się już wyraźnie więcej.

Sam Smalec przyznał, że w Tychach trzeba będzie zagrać lepiej. I chyba właśnie na tym dziś stoimy.

Wynik jest. Przekonania jeszcze nie ma.

UDOSTĘPNIJ
Facebook
X
Kopiuj link